Wywiad z Dawidem Karkosikiem

Skąd pomysł na drift­ing? Czy trenował Pan wcześniej inne sporty motorowe? Kiedy się rozpoczęła Pańs­ka przy­go­da z driftem?
Od dziecińst­wa ojciec zabier­ał mnie na żużel, gdzie również poniekąd ?drif­tu­ją?. Być może stąd ten pomysł. Poważnie mówiąc, był to po pros­tu przy­padek. Zobaczyłem, pokochałem i tak już pozostało! Moto­ryza­c­ja jest we mnie od małego, ter­az mogę się speł­ni­ać w czymś, co kocham. Od 2009 roku biorę udzi­ał w zawodach driftin­gowych.

Co fas­cynu­je ludzi w jeździe w kon­trolowanym pośl­izgu?
To trze­ba po pros­tu poczuć, żeby zrozu­mieć. Ten sport uza­leż­nia. Prak­ty­cznie każdy lubi pośl­iz­gać się w zimę, praw­da? My to robimy pro­fesjon­al­nie, dużo szy­b­ciej niż na śniegu, z pełną kon­trolą samo­chodu. Daje to niesamow­itą radość z jazdy. Nie bez przy­czyny hasło “Keep Drift­ing Fun!” stało się kul­towe. W tym sporcie pomi­mo całej powa­gi związanej z rywal­iza­cją zawod­ni­cy są wiecznie uśmiech­nię­ci. Z drif­tu czer­piemy ogrom­ną przy­jem­ność.

W więk­szoś­ci sportów motorowych kierow­cy po pros­tu się ści­ga­ją. W raj­dach wal­czą o jak najlep­sze cza­sy, na pod­staw­ie których są potem klasy­fikowani, w wyś­ci­gach rywal­izu­ją bezpośred­nio pomiędzy sobą, czyli liczy się to, kto szy­b­ciej minie lin­ię mety. W driftin­gu jest nieco inaczej. Ciąg­nie Pana, żeby od cza­su do cza­su choć na moment porzu­cić klasy­czny drift i powal­czyć w wyś­ci­gach, bądź raj­dach?
Drift­ing jest trochę jak jaz­da fig­urowa na lodzie. Im ład­niej to wyglą­da, lep­iej tech­nicznie, szy­b­ciej, płyn­niej i robimy więk­szy show, tym wyższa jest oce­na sędz­iów i poziom zad­owole­nie widzów. Drift ma w sobie cechy też innych odmi­an moto­sportu. Auta częs­to posi­ada­ją moc przekracza­jącą 500 koni mechan­icznych. Są o maszyny prak­ty­cznie niespo­tykane na dro­gach. Częs­to dochodzi do kon­tak­tu pomiędzy zawod­nika­mi. Cała trasa prze­jaz­du jest widocz­na dla widzów, co z pozy­cji kibi­ca jest niewąt­pli­we bard­zo ważnym ele­mentem. Tego na raj­dach i więk­szoś­ci wyś­cigów nie ma. To wszys­tko spraw­ia, że drift­ing to niewąt­pli­we wyjątkowa odmi­ana moto­sportu. Na chwilę obec­ną nie wyobrażam sobie tego, bym mógł zamienić drift na inną dyscy­plinę sportu samo­chodowego.

Jakie cechy musi posi­adać dobry drifter?
Aby stać się dobrym drifterem, przede wszys­tkim trze­ba posi­adać jed­ną pod­sta­wową cechę: po pros­tu kochać drift. Później już wszys­tko samo krę­ci się wkoło tej pasji. Co ważne, w tym sporcie nie wynik jest najważniejszy.

Jak zacząć zabawę w drift? Na jaki samochód postaw­ić, o jakiej mocy, jak powinien być on przy­go­towany?
To jest bard­zo trudne pytanie. Wszys­tko zależy od budże­tu i zami­arów na przyszłość. Warto sprawdz­ić, czy ten sport jest dla nas, czy do tego po pros­tu się nada­je­my. Jest możli­wość wyna­ję­cia samo­chodu wraz z instruk­torem w różnych miejs­cach Pol­s­ki. Jeżeli chce­my posi­adać swój driftowóz, na początek auto o mocy 300 KM w zupełnoś­ci wystar­czy. Ja gdy­bym ter­az zaczy­nał, wybrałbym Nis­sana Sky­line R33 2.5T. Dla fanów BMW pole­cam E30 z sil­nikiem V8 4.0/4.4. Są to naj­tańsze samo­chody w zakupie i ser­wisowa­niu. Wspom­i­nane 300 KM to moc, która wystar­cza do wal­czenia o punk­ty w niższych lig­ach, aby docelowo awan­sować do topowych zawodów i wal­czyć z najlep­szy­mi w kra­ju.

A jakie było Pana pier­wsze auto do driftin­gu? Czym Pan obec­nie bierze udzi­ał w zawodach?
Pier­wszy sezon jeźdz­iłem Nis­sanem 200SX S13 z sil­nikiem ze Skyli­na R33 o mocy 400 KM. Od trzech lat star­tu­ję bard­zo egzo­ty­cznym Nis­sanem S15 (mod­el pro­dukowany tylko z kierown­icą po prawej stron­ie). Sil­nik to również 2.5l z R33, z dużą tur­bosprężarką Gar­ret GT35r, która pro­duku­je 630 KM. Sil­nik jest cały “zaku­ty”, a głow­ica złożona na mechan­ice, umożli­wia­ją­ca kręce­nie do 8800 obrotów (seryjnie 7000 rpm).

Dlaczego aku­rat Nis­san?
Nis­san to kul­towa mar­ka w świecie drif­tu. Właśnie w Nis­sanach Japończy­cy, ojcowie tego sportu, zaczy­nali driftować. Są to klasy­czne, piękne auta, do których moż­na dostać wszys­tko co potrze­ba, aże­by zbu­dować ide­al­ny driftowóz.

Zawsze pocią­gały Pana tylko tyl­non­apę­dow­ce, czy zdarza­ło się, że jeźdz­ił Pan w życiu auta­mi z napę­dem na przed­nią oś, bądź z napę­dem na cztery koła?
Zawsze lubiłem śliz­gać się samo­choda­mi. Jak wiado­mo, najlep­sze predys­pozy­c­je do tego typu wid­owiskowej posi­ada­ją auta z napę­dem na tyl­ną oś, choć przyz­nam szcz­erze, że posi­adałem też samo­chody przed­nio i czteron­apę­dowe, które były szy­bki­mi auta­mi do przemieszcza­nia się na co dzień, jak i od cza­su do cza­su zabawy na torze czy lot­nisku.

Gdzie szukać porad, pomo­cy, instruk­tażu, fachowych mechaników, jeśli marzy nam się trenowanie jazdy boka­mi?
Kil­ka teamów driftin­gowych w Polsce prowadzi dzi­ałal­ność szkole­niową. Posi­ada­ją auta treningowe oraz zawod­ników z ogrom­nym doświad­cze­niem, którzy takie kursy przeprowadza­ją.. Szczegóły moż­na znaleźć na takich stronach jak np. drifting.pl, stwdrift.pl. Nasz BUDMAT Auto RBteam na chwilę obec­ną nie prowadzi takiej dzi­ałal­noś­ci, lecz w już w przyszłym roku to się może zmienić. Zamierza­my dzielić się z młody­mi adep­ta­mi drif­tu prak­ty­czną wiedzą, którą w tym zakre­sie posi­adamy.

Gzie trenować drift­ing? Ulice ze względów bez­pieczeńst­wa nie wchodzą w grę. Ile jest torów w Polsce bądź innych miejsc do tego się nada­ją­cych?
W Polsce jest nieste­ty bard­zo mało miejsc do trenowa­nia, lecz dla chcącego nic trud­nego. W Toruniu posi­adamy MotoPark, gdzie trenować moż­na prak­ty­cznie codzi­en­nie. Tory są jeszcze w Poz­na­niu, Kiel­cach, Kosza­lin­ie, na których cyk­licznie, 1–2 razy w miesiącu, odby­wa­ją się zor­ga­ni­zowane trenin­gi. Jest jeszcze kil­ka lot­nisk i dużych placów, na których również orga­ni­zowane są trenin­gi np. w Rykach, STW — Warsza­wa czy Nowym Mieś­cie.

A jak częs­to Pan trenu­je i na jakich torach?
W Polsce orga­ni­za­cję zawodów mamy na doprawdy bard­zo wysokim poziomie, dzię­ki czemu pod­czas poszczegól­nych rund jest dużo cza­su na tren­ing. W ubiegłym roku poza zawoda­mi byłem na zaled­wie jed­nym dodatkowym treningu sprawdza­ją­cym auto. W tym roku dzię­ki nasze­mu główne­mu spon­sorowi, fir­mie BUDMAT Auto, jako team posi­adamy plac, na którym mamy możli­wość trenowa­nia i sprawdza­nia dri­fot­wozów.

Drift­ing w porów­na­niu do innych sportów motorowych z punk­tu widzenia prze­cięt­nego widza wyda­je się być bard­zo karkołom­ny? Czy fak­ty­cznie jest to bardziej niebez­piecz­na dyscy­plina od innych odmi­an moto­sportu? O czym powin­niśmy pamię­tać dla zapewnienia sobie i innym bez­pieczeńst­wa?
Drift­ing wyglą­da na bard­zo niebez­pieczny, ponieważ przy pręd­koś­ci­ach częs­to przekracza­ją­cych 100 kilo­metrów na godz­inę (Kielce ok. 160–170 km/h) pokonu­je­my zakrę­ty w kon­trolowanym pośl­izgu w parze z prze­ci­wnikiem, którego powin­niśmy jechać jak najbliżej. Do tego coraz częś­ciej otacza­ją nas bandy, na których sędziowie zaz­nacza­ją stre­fy (tzw. clip­ping zone). Wtedy najlepiej jest otrzeć się tyl­nym zderza­kiem o bandę. Myślę, że wyglą­da to na bardziej niebez­pieczne, niż jest w rzeczy­wis­toś­ci. Zaj­mu­je­my się tym pro­fesjon­al­nie i star­tu­je­my auta­mi, które są odpowied­nio przy­go­towane do jazdy w pośl­izgu. Trze­ba tu jed­nak wyraźnie zaz­naczyć, że zawsze powin­niśmy pamię­tać o tym, aby trenować w miejs­cach do tego przys­tosowanych i zawsze w zapię­tym kasku! To takie abso­lutne min­i­mum.

W ubiegłym roku osiągnął Pan swój najwięk­szy doty­chcza­sowy sukces. Zwyciężył Pan w prestiżowym cyk­lu SSSu­per Drift Cup, jed­nej z dwóch najważniejszych lig driftowych w  Polsce? Jakie cele staw­ia Pan sobie na ten sezon?
Tak rzeczy­wiś­cie, w roku 2011 udało się wygrać cykl zawodów SSSu­per Drift Cup. Bard­zo się z tego cieszę, bo jak Pan zauważył, to mój najwięk­szy doty­chcza­sowy sukces. Cel numer jeden na ten sezon jest prosty: cią­gle cieszyć się tym co robię, przekazy­wać poprzez jazdę tą pozy­ty­wną energię kibi­com. Tak jak pokazał koń­cowy sukces koń­cowy w 2011 roku — wygry­wanie zawodów to zasłu­ga całego tea­mu. Jeżeli wszys­tko będzie grało, to postaram się powal­czyć o pier­wszą trójkę w driftin­gowych mis­tr­zost­wach Pol­s­ki (TOP3).

A na dal­szą przyszłość?
W ubiegłym roku (jeszcze przed sukce­sa­mi w SDC) tata powiedzi­ał mi, że w 2014 roku, opanu­je­my drifty i będziemy wygry­wać. Ja jestem cier­pli­wy. Mam nadzieję że najwięk­sze sukcesy dopiero przede mną.

W środowisku driftowym cieszy się Pan dużym poważaniem nie tylko ze wzglę­du na wyni­ki, ale też postawy fair play? Zdarza­ło się, że poży­czał Pan swo­je własne auto, konkuren­towi, które­mu pop­suł się jego włas­ny dri­fotwóz. Czy takie zachowa­nia są powszechne w tej dyscy­plin­ie? Czy są granice tego typu pomo­cy?
Środowisko driftowe to bard­zo specy­ficz­na gru­pa ludzi. Pomi­mo rywal­iza­cji nieodłącznym i bard­zo ważnym ele­mentem jest przy­jaźń. Wszyscy bard­zo się szanu­je­my, pomagamy sobie i mamy jeden wspól­ny cel, by drift­ing stał się najbardziej pop­u­larną dyscy­pliną sportów motorowych w Polsce. Jak Pan zauważył sam niejed­nokrot­nie uży­cza­łem auta kole­gom z innych teamów, ale gdy ja byłem w potrze­bie, także zawsze miałem auto które­goś z kolegów do dys­pozy­cji.

Jaki kli­mat do drif­tu panu­je w Toruniu? Czy ten sport będzie się rozwi­jał w naszym mieś­cie? Ilu zawod­ników driftowych jest aktu­al­nie związanych z Gro­dem Koperni­ka?
Toruń to mias­to z wielo­ma trady­c­ja­mi w motor­sporcie, choć­by w żużlu. Posi­adamy tor, który ide­al­nie nada­je się do drif­tu, a to naprawdę duży atut. Z torun­ian czyn­nie biorą­cych udzi­ał w zawodach pozostałem w tej chwili tylko ja. Maksy­mil­ian Grabows­ki w tym roku zaw­iesił star­ty. Z naszego regionu pochodzą jeszcze Szy­mon Budzyńs­ki (Inowrocław) i Marcin Mospinek (Włocławek).

No, to może doda­jmy jeszcze w tym miejs­cu, że PUZ Drift Team, zespołowy mis­trz Pol­s­ki, w barwach którego wal­czy “Mospin”, jest z pod­toruńskiego Lubicza. Jest też kilku młodych kierow­ców z Toru­nia i okolic, którzy mają auta przy­go­towane do jazdy boka­mi i już pomału trenu­ją, żeby dojść do poziomu umożli­wia­jącego im rywal­iza­cję w zawodach (choć­by w klasie Fun wspom­i­nanego cyk­lu SSSu­per Drift Cup). Z kolei pochodzą­cy z Warsza­wy Michał “Obe­bo” Przy­byl­s­ki, zawod­nik ADEX Drag & Drift Tea­mu, jest jed­nocześnie członkiem jed­nego z toruńs­kich klubów motorowych. Inny kierow­ca Mer­cedesa pobu­dowanego do driftin­gu, “Mati” z Wąbrzeź­na, już zaczy­na pojaw­iać się w kwal­i­fikac­jach takich zawodów Drift Open i ma nadzieję osiągnąć poziom, który za jak­iś czas poz­woli mu naw­iązać walkę z bardziej doświad­c­zony­mi kolega­mi. Życzmy sobie wszyscy, aże­by drifterów, przed­staw­icieli tej jakże wid­owiskowej dyscy­pliny moto­sportu w region­ie kujawsko-pomorskim stale przy­by­wało. A czego najczęś­ciej życzy się fanom jazdy boka­mi?
Poła­ma­nia zderza­ków.

No, to my Panu tym samym tego serdecznie życzymy. Dzięku­je­my za roz­mowę.
Również dzięku­ję. Prag­nę przy okazji podz­iękować moje­mu spon­sorowi, fir­mie BUDMAT Auto, za wspar­cie, które umożli­wia mi walkę z najlep­szy­mi. Dzięku­ję również fir­mom TomaRac­ing i G‑Garage za zbu­dowanie nieza­wod­nego samo­chodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *